Z jakimi pytaniami dzwonią turyści do informacji turystycznej? Czasem, aż trudno uwierzyć, jakie komuś mogą przyjść do głowy pomysły, z którymi zwracają się do pracowników informacji: „Gdzie można kupić dobre buty dla dziecka”, „Jaka będzie pogoda od 7 lipca, bo przyjeżdżamy na wakacje” (telefon odebrany w maju), „O której godzinie odjeżdża Nadmorska Kolej Wąskotorowa ze Świnoujścia” (Kolej Wąskotorowa jeździ tylko na tracie Pogorzelica – Trzęsacz), „To, gdzie jest ten równik?” (Przez Trzęsacz przebiega 15 południk), „Gdzie są iluminacje bożonarodzeniowe!?” (Pytanie zadane przez zdenerwowanego pana, który przyjechał do Trzęsacza na weekend majowy). Tych i wiele innych, często równie absurdalnych pytań, słyszą pracownicy Informacji Turystycznej w gminie Rewal, gdzie inspektorem ds. Promocji Gminy jest Joasia Błachuta, przesympatyczna dziewczyna, z rajdowym zacięciem, która opiekowała się mną w trakcie wizyty w Niechorzu, Rewalu i Trzęsaczu.

Park Miniatur Latarni Morskich
Słoneczna, wrześniowa niedziela to idealny czas, by wskoczyć na rower. Za rowerem już zdążyłam się bardzo stęsknić, dlatego z radością wsiadłam na Unibike z Rewal Bike System. Kocham mój rower górski, ale wystarczyło pięć minut na takiej typowej damce do jazdy po mieście, by miłość do mojego roweru nieco osłabła. Nie było w planie wielu kilometrów tego dnia, ale nawet te dwie godziny, które spędziłam w siodełku dały mi wiele radości i pozwoliły odpocząć psychicznie.
– To ile rowerów potrzebujecie? – Zapytał chłopak z wypożyczalni. – Trzy?
Joasia spojrzała na niego i roześmiała się. – No przecież wiesz, że nie jeżdżę na rowerze. – A mi zdradziła, że chyba musi mieć problem z błędnikiem, bo z roweru zwykle spada i wszyscy o tym dobrze wiedzą, więc z reguły wszelkie aktywności w jakikolwiek sposób związane z rowerem, dostaje właśnie ona.
– Jak można nie umieć jeździć na rowerze? – Dziwiłam się, chociaż już po chwili przypomniałam sobie, że i ja mam koleżankę, które na rower nie wsiądzie. Nie umie jeździć, nie chce, boi się. No trudno. Nie wiedzą, co tracą.
– Wy jedziecie rowerem, a ja samochodem. I spotykamy się na miejscu. – Zarządziła.

Latarnie morskie
Dzień był typowo turystyczny i „zwiedzający”. Okazało się, że w samej gminie Rewal jest mnóstwo atrakcji turystycznych (nie tylko morze i plaża), którymi można zapełnić nie jeden a kilka dni.
Na pierwszy rzut poszła Latarnia Morska w Niechorzu, z której roztaczał się widok na całe miasteczko, a także na Park Miniatur Latarni Morskich, w którym można obejrzeć w skali 1:10 wszystkie latarnie morskie polskiego wybrzeża, a nawet dwie polskie, które znajdują się na Antarktydzie i w Arktyce, a oprócz tego średniowieczną latarnie, tzw. blizę, miniaturę Katedry w Kamieniu Pomorskim, w której przez cały dzień odbywają się koncerty organowe oraz Latarniowiec „Adlergrund” oraz polski okręt podwodny ORP Orzeł. Przesympatyczna pani przewodnik Agata z pasją opowiadała historie każdej z latarni, próbując wciągnąć turystów w zabawę, zadając wciąż pytania, na które próbowaliśmy nieudolnie znaleźć odpowiedź. Zaprezentowała nam również działanie blizy i ogłuszyła wystrzałem armatnim. Jeszcze dobre piętnaście minut po wystrzale dzwoniło mi w uszach. Park Miniatur przypadł mi bardzo do gustu. Latarnie wykonane są z wielką starannością i nie ma w nich za grosz tandety, co niestety czasem przy tego typu parkach się zdarza.

Rewal
– O 12.27 mamy kolejkę – oświadczyła Joasia. – Spotykamy się więc na miejscu.
Ona popędziła niczym uczennica Hołowczyca, a ja z Wojtkiem rowerami ruszyliśmy w stronę Kolejki Wąskotorowej, która na nowo, w zmodernizowanej wersji działa od maja tego roku.
– Przez trzy lata kolejka nie jeździła i dzwonili turyści wciąż pytając, kiedy będzie można znów się kolejką przejechać – tłumaczyła nasza pani inspektor. – Od maja znów działa. W sierpniu zanotowaliśmy już stutysięcznego turystę.
Muszę przyznać, że liczba ta zrobiła na mnie wrażenie. My też kolejką się przejechaliśmy. Rowery wsadziliśmy do specjalnego wagonu (rowery Rewal Bike System można przewozić za darmo) i z Trzęsacza dojechaliśmy do Rewala, gdzie znów rowerami pomknęliśmy w kierunku Alei Zakochanych i Alei Różanej, zahaczając o platformę widokową, z której rozpościerał się pejzaż morski i plaża usiana pojedynczymi już o tej porze roku kolorowymi parasolkami i parawanami.
– Czy z tymi alejami wiąże się jakaś legenda? – Zapytałam Asię, wychodząc, myślę, że słusznie z założenia, że jeśli coś się robi, to musi mieć to jakiś swój początek i sens.
– Nie ma żadnej legendy, nikt tu się nie zakochał ani nic takiego. Tak zostało wymyślone. Więc Aleja Różana, przechodzi się w aleję Zakochanych, gdzie na ławeczkach mają siedzieć odlane z brązu (?) znane historyczne czy literackie pary kochanków. Na razie jest Romeo i Julia w romantycznym uścisku i Mały Książe wraz z różą. Ponieważ jednak jest problem z chuliganami i róża jest namiętnie kradziona, więc Mały Książe przez większość czasu jest sam.

Park Wiloryba
Na naszej trasie pojawił się też Park Wieloryba, który bez dwóch zdań jest atrakcją typową dla dzieci. Dorośli raczej się w niej nie odnajdą (ja się nie odnalazłam), ale na pewno jest to dobra opcja dla rodzin. Dziecko może się bawić np. w szukanie skarbów z piratem, a rodzic może odpoczywać w hamaku. W sezonie są tu nawet papugi, ale jak oświadczono już na wejściu „Papugi wyleciały do ciepłych krajów” 🙂 Wojtek stwierdził, że to pewnie te z Hondurasu, z którymi się fotografowałam w Hondurasie (zapraszam do czytania o moich wojażach w Hondurasie i nie tylko).
Krok za krokiem, a właściwie kółko za kółkiem w końcu dotarliśmy do Trzęsacza. I tu pojawiła się legenda, a dobre legendy to już od dziecka bardzo lubiłam.
– Z tym na pewno wiąże się jakaś legenda? – Bardziej powiedziałam niż zapytałam, spoglądając na ruiny starego kościoła na klifie, a właściwie to nawet nie kościoła, tylko pozostałości po nim – jednej ściany.
– Jest legenda. – Asia uśmiechnęła się tajemniczo. – Pójdziecie do Multimedialnego Muzeum na Klifie to zobaczycie.

W drugiej sali, gdy przemówił sam Neptun aż usiadłam na podłodze, wsłuchując się w jego opowieść jak to wczasach, gdy chrzczono pogan, złapano też jedną z jego córek, które nazywanoRewal plaża „Zielenicami”. Postanowiono ją ochrzcić, lecz jak wiadomo syrena, która przebywa z dala od swojego ukochanego morza, zwykle umiera z tęsknoty za nim. Tak stało się z córką Neptuna, którą pochowana na klifie przy kościele. Od tego czasu morze krok po kroku obmywając klif falami próbowało odebrać ciało swojej córki, by spoczęła na jego dnie.
Wiem, że syreny to bajki, legendy i mity, wyssane z palca kłamstwa. Ale jak zapytał na końcu naszej drogi przez muzeum lektor: „Czy aby na pewno one nie istnieją?”. Nie wierzymy w nie, bo tak chciał władca mórz i oceanów, by jego córki mogły być bezpieczne i by żadna z nich nigdy już nie została porwana.

Gdzie byłam, z czego korzystałam:

Rewal Bike System – rowery można wypożyczyć (1 h- 7 zł, cały dzień – 40 zł) i niekoniecznie trzeba oddawać w tym samym miejscu. Można pożyczyć i oddać w jednym z czterech punktów w Rewalu, Niechorzu, Pobierowie
Latarnia Morska i Park Miniatur Latarni Morskich
Nadmorska Kolej Wąskotorowa
Park Wieloryba
Multimedialne Muzeum na Klifie

Jedzenie:

Przy Muzeum na Klifie – Kawiarnia i bistro „U Neptuna” – polecam pyszna zupkę rybną oraz rybę z pieca

Nocleg:

Sandra Spa Pogorzelica – ogromny kompleks SPA z dwoma basenami, saunami, rosyjską banią i wieloma innymi atrakcjami