Wapnica

– Tylko nie patrz w tamtą stronę, bo nie będziesz miała niespodzianki – powiedział Adam, jeden z kilku koordynatorów akcji, którego przydzielono mi na najbliższe dwa dni. – Nie patrz. Wejdziemy od właściwej strony, to wtedy spojrzysz.

Nie patrzyłam. Lubię niespodzianki i nie chciałam psuć sobie widoku. Szliśmy nad jezioro Turkusowe, które znajduje się na terenie Wolińskiego Parku Narodowego, we wsi Wapnica. Od strony, od której weszliśmy, jezioro nie mieniło się turkusem, co zauważyłam dopiero w drodze powrotnej, gdy Adam pozwolił mi patrzeć w tamtą stronę. Z punktu widokowego natomiast dawało się zauważyć niebieskawy odcień. Jak tłumaczył już później w Muzeum Broni V-3, pan Piotr Nogala (do pana Piotra jeszcze wrócę), w czasach niemieckich znajdowało się tam wyrobisko kredy. No dobra, ale kreda jest biała, więc skąd kolor turkusowy? Było niemal oczywiste, że jednak ta kreda ma z kolorem wody jakiś związek. I miała. Jak tłumaczył pan Piotr, a potem również Wikipedia: turkusowy odcień ponoć powstaje poprzez rozszczepienie światła słonecznego w wodzie i „odbicie refleksów od białego podłoża kredowego z zalegającymi na dnie związkami węglanu wapnia”* (cytat z Wikipedii)

Romek
A co z panem Piotrem? Od dziesięciu lat prowadzi Muzeum. Z historią ma niewiele wspólnego. Na moje pytanie skąd wziął się więc pomysł na stworzenie tego miejsca i ponoć jedynej w Polsce ekspozycji tajnej broni niemieckiej V-3 z okresu II Wojny Światowej, odpowiedział, że tyle razy przejeżdżał koło tego miejsca i tyle razy zastanawiał się nad tym, co dawniej tu się znajdowało, że w końcu musiał zainteresować się tym na poważniej. Wykształcenie i praca zawodowa to jedno, a pasja, co innego, jak sam zaznaczył. A pasję to pan Piotr zdecydowanie ma, zwłaszcza słychać ją w jego opowieściach.

Zasięg broni
Nie spodziewałam się, że muzeum broni może mnie zainteresować i wciągnąć do tego stopnia. Pan Piotr jednak potrafi zdziałać cuda. Jak on opowiadał te historie! Jak on intonował, jakiej nadawał dramaturgii swoim opowieściom! Tego się nie da opisać. Tego trzeba posłuchać osobiście. Kilkunastoosobowa wycieczka „na emeryturze”, składająca się w większości z pań, piszczała i wzdychała niemal przy każdym zdaniu wypowiadanym z pasją przez pana Piotra, który dał prawdziwe przedstawienie. Dla mnie to wzór przewodnika w muzeum. Idealny przykład jak należy oprowadzać wycieczki i zyskać ich zainteresowanie. Dramaturgia, szczypta inteligentnego dowcipu i pasja – wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem. Czegoś takiego wcześniej nie widziałam. Na broni nie znam się wcale, ani mnie to specjalnie nie pasjonuje, ale opowieści słuchałam nie tylko z zainteresowaniem, ale niemal z wypiekami na twarzy, zazdroszcząc panu Piotrowi tego niesamowitego daru. Zwykle niewiele faktów historycznych udaje mi się zapamiętać (taka moja wada, że do dat i faktów historycznych pamięć mam marną), ale wiele informacji, które usłyszałam w tym muzeum na pewno zostaną w mojej pamięci jak choćby ten, że broń miała zasięg 165 km (Więcej o broni możecie przeczytać tutaj).
***
– To pozwólcie, że ja teraz wam coś opowiem – Zmieniłam się na chwilę rolami z przewodnikiem i zwróciłam się do niego oraz do Adama. Byliśmy w drugim już na mojej trasie Parku Miniatur i Kolejek, tym razem w Dziwnowie.

Dziwnów, kolejka
Zaczęłam snuć opowieść o m. in. Latarni Rozewie, zadając Adamowi te same pytania, które dzień wcześniej zadawała nam przewodniczka w Niechorzu. Słuchanie o latarniach morskich drugi dzień z rzędu pozwoliło mi usystematyzować swoją wiedzę. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać (może w przyszłym roku ruszę rowerem na wycieczkę szlakiem latarni morskich?) Bardziej jednak niż latarnie, w tym miejscu zafascynowały mnie kolejki elektryczne: prawie dziewięćset metrów traktu kolejowego i jedenaście lokomotyw. Robiło wrażenie. Przewodnik pokazał nam wiele ciekawostek, ukazując humor „budowniczych”, a zwłaszcza autorów figurek z parku, ale to nie bardzo nadaje się, by tu na blogu pokazywać 🙂 Trzeba samemu się tam wybrać i sprawdzić. Mogę jedynie podpowiedzieć, by szukać na dworcu kolejowym 🙂

Dziwnów
Park Miniatur to zabawa dla dorosłych i dla dzieci, choć mam wrażenie, że raczej nawet bardziej dla tych pierwszych. Ponoć, jak zdradził przewodnik, dzieci często próbują dokonać zamachu na kolejki, rzucając w nie kamieniami. Jeszcze plany im się nigdy nie powiodły, ale trzeba mieć się na baczności.
– Taka kolejka to chyba droga zabawa? – Zapytałam.
– Zestaw startowy, czyli trzy wagony i lokomotywa to koszt ok 1300 zł.
Pracownicy parku mają więc dodatkowe zadanie. Nie tylko opowiadają historie, ale i pełnią role strażników.

Aleja Gwiazd Sportu
W samym Dziwnowie nie spędziliśmy wiele czasu, odwiedzając jedynie Przystań Jachtową, podziwiając z oddali most zwodzony i popularną Aleję Gwiazd Sportu, gdzie znajdują się repliki medali słynnych sportowców (fani najróżniejszych dyscyplin tego miejsca przegapić nie powinni) i stamtąd ruszyliśmy już do Międzyzdrojów, słynących z corocznego Festiwalu Gwiazd. Ale o Międzyzdrojach więcej już jutro.

Gdzie byłam, z czego korzystałam:

Park Miniatur i kolejki
Muzeum Broni V-3

Gdzie jadłam i spałam:

Hotel Aurora w Międzyzdrojach – sympatyczny hotel czterogwiazdkowy w samym centrum, z dość sporym basenem, w którym da się popływać, suchą sauna i strefą SPA