–  Przejąć płetwy!

– Przejmujemy płetwy!
– Na kosę północną!
– Jest kosa północna!
Nie miałam pojęcia co to okrzyki oznaczają. Wiedziałam jedynie, że wypływamy z portu i że miałam szczęście znaleźć się na mostku kapitańskim, by wyjście z portu obserwować z innej perspektywy.
***
Nie miałam biletu powrotnego. Najwyżej zostanę w Szwecji, stwierdziłam, jeśli przy powrocie okaże się, że nikt nic nie wie.
– Niech się pani niczym nie martwi – oznajmiła pani w recepcji, pani Agata.
– Wszystko wiemy. Czy może pani się spotkać od razu z managerem?
Potaknęłam.
– Będzie pani o nas pisać? – Zapytała. – A w ogóle to ja chyba panią skądś znam…
– O, a ja już też panią gdzieś widziałem – usłyszałam za sobą głos. To był manager.
Zamyśliłam się. Twarz wydawała się znajoma. Nie mogłam sobie jednak przypomnieć.
– Wczoraj widzieliśmy się w Forcie Gerharda. Przy latrynach – dodał ze śmiechem.

Prom Unity Line
Też się roześmiałam. Świat okazuje się za każdym razem bardzo mały. Dzień wcześniej w jednej grupie, którą oprowadzał Sierżant Bąbelek, dziś na jednym promie, którym dowodził Kapitan Jacek Awłasewicz. Mężczyzna okazał się być menadżerem hotelu na promie Unity Line, którym płynęłam na jednodniową wycieczkę do Szwecji. I tak „po znajomości” 😉 trafiła mi się kabina de Luxe. Zamiast dwóch standardowych łóżek w niewielkiej kabinie z jednym oknem, trafiłam do prawdziwego apartamentu, z wielki łożem, kanapą i fotelem. W wielu luksusowych miejscach i świetnych hotelach gdzieś tam w trakcie mojej pracy w firmie farmaceutycznej pomieszkiwałam, ale na promie dotąd nie wiedziałam jak taka luksusowa kabina wygląda. Znów poczułam się trochę nieswojo. No bo ja, której zdarzało się sypiać na podłodze w restauracji przy stacji benzynowej, gdzieś na trasie Chorwacja-Polska, czy na pace TIRa , nagle znalazłam się w miejscu, gdzie naprawdę wszyscy bardzo o mnie dbali, starali się i to wszystko wcale nie było na pokaz. Widziałam, że w ten sam sposób dbają o rodzinę znajomego czy aktorki teatru ze Szczecina, które spotkałam. Nie dostawałam tego, tylko dlatego, że chcieli bym dobrze o nich napisała. Po prostu tak tu wszystko działa. Byłam zachwycona.

Ystad

– To, co? Chce się pani na mostek kapitański wybrać na czas wypływania promu?
Aż przyklasnęłam z radością. Taka okazja nie zdarza się często i każdemu. Najpierw zwiedzanie Polskiego LNG, a teraz mostek kapitański. Czułam, że spotyka mnie wyróżnienie. – O 22.45 spotykamy się przy recepcji – Zarządził pan Zbyszek.
O 23 byliśmy już na mostku. Oprócz mnie pojawiły się przesympatyczne aktorki Teatru Lalek ze Szczecina; Kasia, Edyta i Patrycja (mam zaproszenie na ich spektakl jeśli tylko pojawię się w Szczecinie) oraz Daria, która wracała właśnie do domu z jednodniowej wizyty w Polsce, i której kuzyn pracuje w Unity Line.
Stałam przed szklanymi oknami, a przede mną roztaczał się obraz na port i czarną taflę wody. W oddali migały różnokolorowe światełka. W tle było słychać szepty gości na mostku i rozkazy Kapitana.

– Witam panie serdecznie – Kapitan, gdy tylko wypłynęliśmy z portu przyszedł się przywitać. Ponieważ mój dziadek był Kapitanem Żeglugi Wielkiej, mieliśmy o czym rozmawiać. Kapitan jednak nie spuszczał oka z celu, co jakiś czas rzucając polecenie: „druga na lewo”, „jest druga na lewo”, odpowiadał niczym echo inny głos.
Widok z mostu kapitańskiego był nieporównywalny z tym, który mogli podziwiać pasażerowie.
– Woda to nie jest mój żywioł – powiedziałam chwilę potem do Darii. – Pływanie ogólnie wydaje mi się dość nudne. Na takich małych statkach, żaglówkach czy łódkach, ale sterowanie takim olbrzymem – to jest coś! I było. Zwłaszcza na mostku, gdzie wrażenia były zdwojone, a nawet potrojone. Przypomniałam sobie dlaczego kiedyś chciałam iść do Szkoły Morskiej.

A potem jeszcze następnego dnia zwiedzanie maszynowni i znów wypłynięcie z portu na mostku kapitańskim, tym razem za dnia, zajadanie się „kapitańskimi’ preclami i kilka godzin spędzonych na rozmowie o podróżach, planach i marzeniach.
***
No tak, ale moim celem było nie tylko samo przepłynięcie się promem, ale dobicie do brzegu i zwiedzenie miasteczka Ystad.
Ystad jest niewielkie (ok. 24 tys. mieszkańców). Można znaleźć w nim kilka zabytkowych budowli, albo jeśli trafi się na wycieczkę, to np. z Unity Line można się wybrać śladami Komisarza Wallandera. Ja wybrałam się jednak sama na wędrówkę uliczkami miasta i poczułam się jak na moich wyjazdach, gdy sama odkrywam miejsca, mam czas na przypatrywanie się ludziom, robienie zdjęć.

Ulice Ystad
Pogoda była wietrzna. Krocząc brukowanymi uliczkami, między przepięknymi niskimi, ceglanymi budynkami, czułam się niczym w szwedzkim kryminale. Nie była to jednak kwestia poczucia zagrożenia, bo w całej Skandynawii zawsze czuje się bardzo bezpiecznie, ale ten nastrój, ten wiatr świszczący, to pochmurne ciężkie niebo robiło swoje. Zajrzałam do imponującego zabytkowego trzynastowiecznego kościół NMP (St Maria Kyrka). Kościół na zewnątrz i wewnątrz jest naprawdę piękny. Na mniej jednak największe wrażenie zrobiły dwa kąciki wewnątrz kościoła: jeden dla dzieci, a drugi z kanapami dla dorosłych (swego rodzaju czytelnia, ale wyglądało zupełnie jak w przytulnej knajpce).
Zajrzałam też na teren trzynastowiecznego klasztoru franciszkanów i posiedziałam na placu Stortoget, a potem zagłębiałam się w liczne bardzo malownicze, kręte i wąskie uliczki miasteczka. Ystad, podobnie jak i wiele poznanych przeze mnie miast szwedzkich czy duńskich zachwycało mnie barwnością: kolorowe niskie domki, a tu w Ystad przede wszystkim przepiękna zabudowa szachulcowa. Tu znajduje się ponoć największy zespół tego typu w Skandynawii.

Okolice Klasztoru Franciszkanów

Dzięki moim gospodarzom, czyli Unity Line, mogłam się poczuć naprawdę wyjątkowo. Fantastyczna obsługa, niebywale mili i ciekawi ludzie, z którymi spędziłam kilka godzin na rozmowach, przepyszne i pięknie przystrojone jedzenie, luksusowe warunki mieszkaniowe. Z żalem opuszczałam pokład. Ech, stanowczo ta wycieczka trwała za krótko. Za to zadzierzgnięte tu znajomości mam nadzieję, że przetrwają znacznie dłużej.

Pobyt w Świnoujściu obywa się dzięki wsparciu Polskie LNG S.A.

Polskie_LNG_-_wersja_CMYK_1 (1)

Gdzie byłam, z czego korzystałam
Prom Unity Line do Szwecji

Nocleg w Szczecinie:
Hotel Campanile

Jedzenie na promie

Śniadanie

Sałatka z polędwicą