Zdjęcie księżyca udostępnione ze zbiorów i za zgodą pana Zbyszka Cieleckiego.

Zawsze lubiłam patrzeć w gwiazdy. Zresztą, kto nie lubi? Szczególnie wypatrywałam tych spadających, by móc wypowiedzieć życzenie. Nigdy jednak nie znałam nazw ciał niebieskich. Jedynie Gwiazdę Polarną czy Wielki i Mały Wóz, choć i tak nie zawsze potrafiłam je odnaleźć na niebie. Wczorajszej nocy miałam możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o gwiazdach. Mało tego. Miałam możliwość podziwiania gwiazd i galaktyk przez teleskop o dwumetrowej ogniskowej. Gwiazd było sporo, żałowałam tylko, że nie mam możliwości podziwiania księżyca, bo zdjęcia, które pokazał mi pan Zbyszek Cielecki, właściciel teleskopu, robiły ogromne wrażenie.
– Dziś niebo nie jest za czyste – tłumaczył fakt, że gwiazdy były nieco niewyraźne.
Byłam ciekawa skąd w ogóle pomysł na kupno teleskopu, który kosztuje bagatela ok 18 tys złotych. To musi być ogromna pasja, myślałam.
Wszystko zaczęło się od zlotów Miłośników Astronomii w Zatomiu. W tym roku odbędzie się już ósmy zlot. Pan Zbyszek wraz z żoną Jolantą prowadzą agroturystkę, w której między innymi zatrzymywali się miłośnicy astronomii i tak pana Zbyszka swoją pasją zarazili. Dziś pan Zbyszek zaraża z kolei innych. Przybyłym do siebie gościom opowiada historie o gwiazdach i o wszechświecie i słychać, że wie o tym sporo.
– A dlaczego ten zlot akurat tu, w Zatomiu? – Dopytywałam.
Zatom jest jednym z niewielu miejsc w Polsce, o najmniejszym „zanieczyszczeniu światłem”. Jak powiedział pan Zbyszek stanowi czarną dziurę na mapie Polski (jeśli chcecie zgłębić temat szukajcie map Light Polution). Stąd obserwacje gwiazd i nieba są w Zatomiu znacznie łatwiejsze i na pewno przyjemniejsze.
***

Dorga rowerowa

Dzień zaczął się piękną pogodą. Odetchnęłam z ulgą, ponieważ czekała mnie blisko siedemdziesięciokilometrowa wycieczka po Pojezierzu Drawskim i bałam się, że może padać. Cieszyłam się jak dziecko, bo jazda rowerem i zwiedzanie w ten sposób jest najlepszym sposobem. Rzekłabym, że bieganie i rower są najlepsze na wszystko (tak, tak, wiem, że wielu się ze mną nie zgodzi). O Pojezierzu Drawskim słyszałam wiele, zwłaszcza o trasach rowerowych, o tym jak są malownicze i piękne. I na to czekałam. Niestety nie do końca udało mi się to sprawdzić, nad czym ogromnie boleję.

Kościółek przy drodze

Wyznaczona trasa, na której miałam zaznaczone punkty do odwiedzenia, biegła przede wszystkim asfaltami. Zresztą w teren musiałabym mieć porządny rower. Rowerem miejskim, bez przerzutek, wprawdzie jeździć się da (no w końcu kiedyś tylko tak jeździli), ale po co, skoro technika poszła do przodu i mamy udogodnienia. Trasa z przyczyn czasowych też finalnie uległa skróceniu do pięćdziesięciu pięciu kilometrów i zaledwie piętnaście z nich wiodło mnie małymi wioskami, wśród pól i łąk, gdzie samochód był rzadkością. Najfajniejsze były rzecz jasna te wioski. Te sklepy, pod którymi siedzą miejscowi i gdzie zwykle dowiaduję się najciekawszych historii i poznaję najbardziej interesujących ludzi. Te ławeczki pod drzewami, gdzie można usłyszeć dawne opowieści, które wszyscy miejscowi znają, ale na które przyjezdni robią wielkie oczy, gdy je słyszą. Nie teraz jednak, nie na tej trasie, innym razem…

Muzeum PGR
W jednej z wiosek w końcu się zatrzymałam, ale nie pod drzewkiem, nie by siąść na ławeczce, ale by odwiedzić Muzeum PGR, stworzone przez panią Sołtys – Bożenę Kulicz. Dziś jej nie było, ale Muzeum zostało otworzone i mogłam przejść się po licznych salach z najróżniejszymi eksponatami, na widok których niejednemu pewnie zakręciłaby się łezka w oku i na widok, których niejeden roześmiałby się w głos, przypominając sobie dzieciństwo.
***
– Mam coś dla ciebie – powiedział Adam, mój dzisiejszy koordynator. – Wędzone sielawki. Rarytas – Przekonywał. – Możemy się spotkać i je zjeść gdzieś razem.
Spotkaliśmy się więc przy Muzeum PGR. Sielawki wędzi znajomy Adama, który prowadzi Gospodarstwo Agroturystyczne w Rzepowie. I jeden i drugi uratowali mnie, bo umierałam już z głodu. Siedliśmy na ławeczce we wsi (a jednak! 🙂 ) i wsuwaliśmy rybki. Taki niezaplanowany spontaniczny gest znaczył dla mnie bardzo wiele. – Spontan! Tak jak lubię! -powiedziałam do Adama, dziękując mu. I koledze od wędzonych rybek.

Wędzone sielawki
***
A potem już była miejscowość Stare Drawsko i Zamek Drahim oraz Gospoda Podzamcze, której właściciele zabrali mnie na krótką przejażdżkę, a właściwie takie „drawskie” safari. Jechaliśmy jeepem po pagórkach i dolinach, szukając żyjących na 240 hektarowym terenie krów szkockich. Znanych mi już z Czarnocina Scottisch Highland oraz jeszcze nieznanych krów rasy Angus.
– Chciałam pani pokazać nasze krowy. Bo ludzie nie wierzą często, gdy mówimy, że przyrządzane przez nas steki, są z naszych krów, które sami hodujemy.
Pani Ania przekonywała, że krowy mają u nich warunki niemal jak na wolności. Nie są niczym dokarmiane, żyją sobie w laskach, a nie w zagrodach i żywią się trawą, którą jedynie w zimie trzeba im dostarczać. Z przyjemnością patrzyłam na piękne długowłose krowy szkockie, które właściciele przywoływali do samochodu i podkarmiali chlebem. – To dla nich przysmak. – Tłumaczyła pani Ania, a ja miałam okazję przyjrzeć się im z bliska.

Szkockie krowy
Krowy pchały pyski do samochodu. Wielkimi rogami co i rusz uderzały a to o drzwi, a to o szybę, a to o lusterka. Były takie piękne i potem trochę smutno mi się robiło, gdy patrzyłam na krwisty stek na talerzu. Amatorzy jednak dobrego mięsa w Gospodzie Podzamcze, przy Zamku Drahim, u sympatycznej pani Ani, na pewno zagustują. Adam był zachwycony.

Gdzie byłam, z czego korzystałam:

Rezydencja Stary Dworzec w miejscowości Cieszyno – super miejsce na nocleg (choć tam nie spałam, a jedynie zwiedzałam). Miejsce urządzone z niezwykłym z klimatem. Wokół cisza i spokój. Gdy usiadłam na huśtawce przy rezydencji poczułam „sielskość”.

Stary Dworzec
Muzeum PGR w Bolegorzynie

Teleskop u państwa Cieleckich Domek Letniskowy Pod Lasem

Nocleg:

Pałac w Siemczynie – ciekawy wystrój i bardzo fajny klimat. Myślę, że to dobre miejsce zwłaszcza na większe spotkania firmowe i konferencje.

Jedzenie:

Stek

Gospoda Podzamcze w miejscowości Stare Drawsko – Oferta dań jest bogata. Nie tylko wołowina figuruje w menu, choć to ich specjalność. Nic dziwnego, skoro sami hodują krowy i to nie byle jakie. Ponoć mięso z krów szkockich jest dużo lepsze niż z krów mlecznych. A te krowy, które hoduje pani Ania jeszcze dodatkowo żyją na wolności, bez stresu, żywiąc się w sposób dla nich naturalny.