– Łopata dla Ciebie. – Powiedział Piotr z tajemniczym uśmiechem. – I idziemy do lasu.

– Ale, że co? Że grób mam sobie wykopać? Za ten samochód? – Zapytałam pół żartem, pól serio, bo to był ten sam Piotr, któremu tak niemiłosiernie porysowałam samochód na off-roadzie.
– Zobaczysz – powiedział z tajemniczym uśmiechem. 
Najpierw jednak poszliśmy zwiedzać bunkier, kolejny który stowarzyszenie Piotra dzierżawi. Bunkier nazywany przez nich Bunkrem Trzesieckim jest największym z tych znajdujących się wzdłuż Wału Pomorskiego i okazuje się najlepiej zachowanym, choć, gdy go przygotowywano do zwiedzania, wywieziono z niego dwie ciężarówki gruzu. Byłam pod wrażeniem jego wielkości. Obiekt jest dwupoziomowy i mogło w nim przebywać około pięćdziesięciu żołnierzy.

Bunkier w Szczecinku
– To to teraz trzymaj tę łopatę. – Piotr znów wyciągnął ją z bagażnika, gdy opuściliśmy podziemia. – I idziemy do lasu.
Zaczynałam się bać 🙂 Nie, no wiedziałam w sumie, że nic mi nie grozi. W sumie były z nami media 🙂
– Napisałaś, że złym człowiekiem jestem. – Zaprotestował Piotr, a mi łopata zaczęła ciążyć.
– Ja, w życiu. Przecież napisałam, że nawet powieka ci nie drgnęła jak porysowała samochód.
Piotr po chwili pokazał mi zdjęcie. – Tak wyglądał już dwie godziny po naszej jeździe.
Uspokoiłam się.
– To, co z tą łopatą mam robić?
– Wykopiesz dół pod nową tablicę, oznaczającą nowy szlak turystyczny, historyczno-przyrodniczy obejmujący fortyfikacje znajdujące się na przebiegu Walu Pomorskiego na odcinku powiatu szczecineckiego.
Szlak składa się z 12 najciekawszych historycznie i przyrodniczo odcinków.
– To jesteś matką chrzestną szlaku – Podsumował Piotr.
No to jestem 🙂
I dostałam hełm. Prawdziwy hełm w prezencie, jeszcze pachnący prawdziwą skórą, którą wyłożony jest od środka. No lepszego prezentu dostać nie mogłam. Od razu wykorzystałam go, jako kask rowerowy.

Nowa ścieżka turystyczno-przyrodnicza

Byliśmy w Szczecinku. Nie spodziewałam się wiele po mieście. Myślałam sobie, ot kolejne małe miasto i tyle. Mocno się zdziwiłam. Wydawało mi się, że mieszkam w mieście sprzyjającym rowerzystom. Mnóstwo kilometrów ścieżek rowerowych, ale rowerów miejskich brak. W Szczecinku zaś funkcjonuje System Roweru Publicznego „filfribikes”. Rowery wypożycza się za pomocą jednego smsa lub jeśli telefonu lub pieniędzy na koncie brak za pomocą klawiatury na automacie. Prościej być nie może. A tereny do jazdy są piękne. Krążyliśmy świetnie przygotowanymi ścieżkami zabytkowego Parku Miejskiego, biegnącego wokół Jeziora Trzesiecko. Bajkowe widoki, pięknie przygotowany teren, mnóstwo atrakcji dla dzieci i dorosłych.

Park miejski
– Ale by się tutaj rano biegało – Rozmarzyłam się.
Trasa była idealna. Ścieżka liczy ok 15 km wokół jeziora. Piękniej biegać się nie może.
– Popłyniemy teraz na Mysią Wyspę – Oznajmiła Kasia Kucaba, dyrektorka Academii Nautica, która była moim przewodnikiem po Szczecinku.
Cały mój pobyt w mieście przygotowała Szczecinecka Lokalna Organizacja Turystyczna, czyli SZLOT. I byłam pod ogromnym wrażeniem perfekcji, terminowości i atrakcyjności miejsc. Rzecz niebywała i godna naśladowania.
Na wyspę popłynęliśmy wodną taksówką, około stuletnią drewnianą barką, dowodzoną przez pana Jerzego Groblewskiego, prawdziwego kapitana.

Wakeboard

Na wyspie dostałam do ręki GPS.
– To teraz szukasz skarbu – Usłyszałam.
O Geocachingu słyszałam już dawno temu. Nawet zdarzyło mi się odnajdywać jakieś skarby (o geocaching możecie przeczytać TUTAJ)
Wprowadziłam dane do urządzenia i rozpoczęłam przeszukiwanie wyspy. Skrzynka nie była schowana gdzieś bardzo głęboko, więc dość szybko udało mi się na nią trafić. Wymieniłam skarb, zdobywając całkiem fajną przypinkę w moich ulubionych czarno-czerwonych kolorach i z idealnie pasującym do mnie napisem „Mam gen Wolności”.
Mysia Wyspa (nie wiadomo skąd wzięła się nazwa) to fajna alternatywa, gdy nie chce się daleko jechać, a chciałoby się wyrwać na trochę z miasta. Tam zawsze pali się ognisko, na którym można upiec przywiezione przez siebie kiełbaski, wyłożyć się na leżaczku, wypocząć. Wyspa funkcjonuje w takim stanie od 2010 roku.
– Nazywamy ja „Szczecinecki powiew Tropików”.
I coś w tym jest, bo można na niej poczuć się jak na rajskiej wyspie, na której znajdują się skarby.

Skarby geocaching

Atrakcji w Szczecinku jest, co niemiara. Mi udało się liznąć po trochę zaledwie niektórych z nich. Z każdą nową byłam pod coraz większym wrażeniem. Nie tego spodziewałam się po niewielkim polskim mieście. Szczecinkowi jednak znacznie bliżej do europejskiego miasta niż polskiego. Miasto mocno stoi sportami wodnymi, przede wszystkim nartami, ale też dość mocno rozwija się tu dyscyplina sportu, jaką jest wakeboard, zwłaszcza odkąd pojawiły się tu specjalne platformy do akrobacji na desce. Ja na nartach i wakeboardzie już próbowałam jeździć, ale nigdzie nie było to tak dobrze rozwiązane jak w Szczecinku. Nie dość, że mogą pochwalić się najdłuższym wyciągiem (1100 metrów), to jeszcze nie trzeba zawracać, by dopłynąć z powrotem do brzegu, a można zatoczyć na wyciągu pełne kółko, a gdy wpadnie się do wody, to podpływa motorówka i wyciąga nas z niej. Dla mnie rewelacja. W takich warunkach można się uczyć. Szczecinek mocno stawia na sporty wodne.

Zamek Książąt pomorskich

– To teraz rikszami jedziemy na zamek. – Zarządziła Ania, realizując plan niemal, co do minuty.
Riksze przyjechały specjalnie po nas, bo poza sezonem już nie kursują. W wakacje zwykle riksiarzami są uczniowie, którzy w ten sposób dorabiają sobie do kieszonkowego. Dziś specjalnie przyjechali po nas na pomost, by podrzucić do Zamku Książąt Pomorskich, gdzie już czekała na nas Małgosia Kosmalska.
– Oto najważniejsza osoba na zamku – Przedstawiła nam Małgosię Kasia Kucaba.
Pani Menager okazała się niezwykle ciepłą, przezabawną i żywiołową kobieta, która od pierwszego wejrzenia podbiła moje serce. Pełna energii i pasji. Historyczka z wykształcenia, z urodzenia Poznanianka.
– Co robisz więc w Szczecinku? – Zapytałam.
– Tylko tu miałam taką możliwość, żeby mieć swój zamek – odpowiedziała z rozbrajającym śmiechem.
Kobieta żywioł. Takie lubię najbardziej. A Małgosia najbardziej lubi krwiste steki. Taki ledwo wysmażone.
– Prawie jak wampirzyca – Zaśmiałam się.

Zamke w Szczecinku
Ale w Zamku Książąt Pomorskich, którego historia sięga początków XIV wieku wampirów nie było. Krążą za to legendy o Białej Damie i Małgosię też Biała Damą czasem nazywają. Częściej jednak Księżną na włościach 🙂
„Księżna Małgorzata” oprowadziła nas po zamku. Jeszcze nigdy chyba nie widziałam tak pięknie i z taką starannością urządzonych pokoi. Od razu miałam ochotę zamieszkać w jednym z nich. Każdy pokój nosi inne imię i czym innym się charakteryzuje. Każdy w swoim wnętrzu skrywa przepiękne fotografie, specjalnie dla Zamku przygotowane przez niezwykle zdolna autorkę, Monikę Motor. Najładniejsze pokoje hotelowe, w jakich jak dotąd chyba byłam. Zresztą jedzenie też chyba najsmaczniejsze.

Kurczak a la Lucas

Sałatka

– To może stek? – Zapytała Księżna Małgorzata vel Pani Menager. – Jest rewelacyjny! I z zup to borowikowa. A może też być kurczak a la Lucas.

Stek

Małgosia tak przerzucała daniami i wszystko wyglądało tak nieszablonowo i zachęcająco, że na nic nie mogłam się zdecydować. Stanęło na wyśmienitej sałatce z polędwicą i malinowym vinegret i kurczakiem z mozarellą. Wszystko tak pięknie podane, przystrojone i tak smaczne, że wyszliśmy z restauracji zamkowej niemal się turlając, a Ania nie chciała nam jeszcze odpuścić, zabierając na lody. Wyjątkowe lody przyrządzane przez rodowitego Włocha. Lody o nietuzinkowych smakach, np. o smaku chleba z nutellą 🙂

Lody o smaku chleb z nutellą
Jedno małe miasto, około 40 tys. mieszkańców, a tyle dobra, nie tylko przygotowywanego z myślą o turystach, ale i przede wszystkim dla miejscowych. Piękny park miejski, z siłowniami na wolnym powietrzu, fantastycznie przygotowane pomosty kąpieliskowe, wyciąg i park wodny, wodne taksówki, a w sezonie jeszcze tramwaje wodne i riksze. Wiele imprez kulturalnych, muzycznych i niesamowite nietuzinkowe miejsca, jak to, które odwiedziliśmy po drodze na lody. Lounge Bar&Rooms. Każdy pokój w innym kolorze (mi najbardziej przypadł czarny i czerwony 🙂 ).
Pani menager baru, jak i Księżna Małgorzata rozczarowane ubolewały, że nie zostaję u nich na noc. Nawet nie wiedzą jak ja bardzo ubolewam, bo i pokoje na zamku i w Lounge Bar były jednymi z piękniejszych i nietuzinkowych, jakie widziałam.

Najbardziej lubię spotkania z ludźmi i na nie zwykle stawiam. W podróży po Pomorzu Zachodnim, choć ludzi przewija się wiele, to jednak główny nacisk kładzie się na odwiedzanie miejsc. Dla ludzi brakuje nieco czasu, a ludzie, którzy spotykam są nietuzinkowi i sprawiający, że cieplej się człowiekowi robi na sercu, gdy się o nich pomyśli: Piotr Letki, od którego dostałam hełm, Kasia Kucaba, który oprowadzała mnie po mieście w swój dzień urlopowy, „Księżna Małgorzata”, kobieta charakterna, z którą myślę, że szybko bym się zaprzyjaźniła. No i zawsze towarzyszący mi Marcin, zwykle dwóch, bez których dzień w pracy, nie byłby taki wesoły. Bardzo Wam dziękuję. Bo to Wy sprawiacie, że mi się chce.

Mimo bardzo wielu atrakcji, mnogości miejsc, które odwiedziliśmy, wszystko odbywało się w założonym czasie. Przy tym nie było pośpiechu, gonienia, przedłużania. Poczułam się prawie jak na wakacjach. To sprawili jednak ludzie. Ludzie, którym się chce, bo to dzięki nim Szczecinek wygląda tak, jak wygląda. Często sobie myślę i powtarzam, że chciałabym wrócić tu czy tam, ale potem wiem, że życie się tak ułoży, że pewnie nie wrócę, bo tyle jest interesujących miejsc. Szczecinek jednak naprawdę podbił moje serce. I wrócę tu na pewno!

Miasto z wody
***
Po pełnym atrakcji dniu przydałby się wypoczynek w SPA. SPA było, jednak na porządny relaks ze względów organizacyjnych czasu zabrakło, choć sam hotel dawał z siebie wszystko. Po raz pierwszy spotkałam się z taki miłym przyjęciem.

Zapewniony relaksacyjny masaż, zarezerwowany tor do gry w kręgle, drink powitalny w barze, zaproszenie do sauny i na basen. Tylko szkoda, że doba tak krótka i że czasu na skorzystanie z atrakcji zaproponowanych przez hotel LIDIA SPA zabrakło. Jedynie z masażu udało się skorzystać. Taki masaż okazał się idealny na zrelaksowanie się i odprężenie, choć nie najlepszy przed czekającą mnie pracą 🙂 Najlepszy byłby przed snem.

sauna_new

Pani masażystka wykonała masaż Ayurweda Champi, czyli masaż głowy i karku oraz ramion, który ma rozładowywać napięcie. W tle leciała indyjska muzyczka i roznosił się przyjemny zapach. Na chwilę odleciałam, żałując że ten masaż trwa tak krótko.

DSC_3258

Kopia 113

Gdzie byłam z czego korzystałam

Bunkier Trzesiecki
Rowery Systemu roweru Publicznego filfribikes
Wyciąg do nart wodnych i wakeboardu
Zamek Książąt Pomorskich

SZLOT, czyli Szczecinecka Lokalna Organizacja Turystyczna

Jedzenie:

Restauracja w Zamku Książąt Pomorskich
Lodziarnia „u Włocha”

Nocleg:

Hotel Lidia SPA  w Darłowie

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych opcjiHTML i narzędzi:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>