Co dała mi praca w akcji „Aż Po Morze”?

„Cudze chwalicie, swego nie znacie…”
Im dalej, tym lepiej, bo bardziej egzotycznie. Takie jest często nasze myślenie. Polskę traktujemy zwykle po macoszemu, nie znając niekiedy nawet regionu, w którym mieszkamy. A Polska jest przecież taka piękna. I potrafi być egzotyczna, np. na Wschodzie (można o tym przeczytać TUTAJ) Moje poznawanie Polski kończyło się jeszcze do niedawna na Bieszczadach (które uwielbiam) i weekendowych wyskokach rowerem gdzieś w pomorskim. Dopiero w tym roku po raz pierwszy wybrałam się rowerem wzdłuż wschodniej granicy Polski, co pozwoliło mi dostrzec piękno naszego kraju i uzmysłowiło jak bardzo nie doceniamy tego, co mamy na wyciągnięcie ręki. Potem przyszedł czas na Pomorze Zachodnie. Udział w akcji „Aż Po Morze” dał mi możliwość poznania wielu ciekawych miejsc, do których pewnie nigdy, a przynajmniej nieprędko bym dotarła. Akcja miała uświadomić innym, ile ciekawych rzeczy jest do zrobienia w zachodniopomorskim, ile atrakcji turystycznych czeka na każdym kroku i za każdym rogiem. Bo to, że jest tutaj, co robić, przekonała się sama i próbowałam przekazać tę zdobytą wiedzę innym. Mam nadzieję, że choć trochę mi się to udało.
Dla mnie jednak za niemal każdą z tych atrakcji, za każdym miejscem, stoją ludzie, którzy sprawiali, że coś, co mi wydawało się czasem nudne, nabierało zupełnie innej wartości i znaczenia.

Bo najważniejsi są ludzie
Niezależnie od tego, ile zabytków musiałam zobaczyć i ile dat historycznych spamiętać, ile kilometrów przepłynąć kajakiem, przez cały czas najważniejsi byli ludzie. Ci, którzy mnie oprowadzali, gościli, karmili, zapewniali atrakcje. Uwielbiałam przysłuchiwać się ich historiom, genezom ich pomysłu na biznes, ich planom i marzeniom. To oni sprawiali, że czasem coś, co wydawało się na pozór nieciekawe, nabierało znamion niezwykłej atrakcji turystycznej.
Od dawna podróżuję w sposób, który pozwala mi nie gonić za kolejnymi atrakcjami, zabytkowymi kościołami, ruinami, muzeami. Staram się skupiać na ludziach. W ramach akcji nie było to takie łatwe, bo chodziło przecież o promowanie miejsc. Czasem jednak udawało mi się ten kontakt nieco pogłębić, wyjść poza ramy rozmów o promocji miasta i miejsca, a skupić się bardziej na aspekcie ludzkim.
Do wielu miejsc zapraszam Was właśnie ze względu na tych właśnie ludzi. I mam taki apel. Chciałabym zachęcić Was do tego, by nie chować się w swojej skorupie, tylko wyjść ludziom naprzeciw, porozmawiać z nimi, spróbować poznać. Bo gdziekolwiek nie pojedziemy, to oni zawsze są najważniejsi.

Moja subiektywna lista
Niemal w każdym miejscu, do którego zawitałam wszyscy dawali z siebie jak najwięcej, by uprzyjemnić mi pobyt. Ale niektóre miejsca, atrakcje zapadły mi szczególnie w pamięć, dlatego postanowiłam stworzyć swoją subiektywną listę miejsc, które budzą emocje, przyjemne skojarzenia, podnoszą poziom adrenaliny.
Atrakcje
1. Stunt taxi – czyli grawitacyjne taxi w motoparku w Koszalinie – za niesamowite doznania. Takiej adrenaliny do tej pory dostarczył mi tylko zjazd z aktywnego wulkanu w Nikaragui
2. Off-road w okolicach miasta Borne Sulinowo z Jazda 4×4 – za brodzenie w błocie, zakopywanie się samochodem i próby wyciągnięcia go oraz świetne towarzystwo
3. Zwiedzanie Gazoportu w Świnoujściu – za niedostępność i poczucie wolności na szczycie zbiornika
4. Pobyt na promie Unity Line – za możliwość pobytu na mostku kapitańskim, zwiedzanie maszynowni i pyszny sorbet w towarzystwie Kapitana 🙂
5. Forty Gerharda – przede wszystkim za Sierżanta Bąbelka, który zmienił mój sposób patrzenie na przewodników
6. Golf w Modrym Lesie – za udowodnienie, że golf wcale nie musi być nudny i tylko dla bogaczy
7. Kajaki na Korytnicy ze względu na przepiękną malowniczą, wręcz bajkową scenerię.

Miejsca

1. Frajda Szkoła Aktywnego Wypoczynku w Czarnocinie i Żurawi Krzyk w Radowo Małe – przede wszystkim ze względu na dwie niesamowite kobiety, które te miejsca stworzyły. Inspirujące opowieści, wiele zapału, ciepło i energię, jaka od nich biła, spowodowała, że w obu miejscach czułam się jak w domu.
2. Ogrody Hortulus w Dobrzycy – za nietuzinkowy pomysł i pasję, z jaką Państwo Bigońscy stworzyli to miejsce, za pracę jaką w to włożyli
3. Hotel Republika Wyobraźni w Mirosławcu – za niezwykły, nietuzinkowy i jedyny w swoi rodzaju wystrój

Nocleg

1 Zamek Książąt Pomorskich w Szczecinku i hotel butikowy Sint Ji. W żadnym niestety nie spałam, ale oba odwiedziłam i oba miejsca oferują najpiękniejsze, najstaranniej urządzone pokoje, jakie widziałam. Oba w Szczecinku 🙂 Cudo!
2. Pokoje gościnne Pola Golfowego Modry Las – za wystrój i piękny widok przez okno oraz otaczającą mnie tam ciszę
3. Hotel Radisson Blu w Szczecinie oraz Unity Line – za wyjątkowe ugoszczenie mnie w luksusach

Miasto

Bez dwóch zdań wygrywa Szczecinek. Za wszystko. Za organizację (SZLOT perfekcyjnie wszystko zorganizował bez gonienie, pośpiechu. Miałam z pobytu wielka frajdę). To tu spędziłam czas z fantastycznymi ludźmi, jadłam najpyszniejsze dania i zaglądałam do najpiękniejszych pokoi. W dodatku Szczecinek zaskoczył mnie liczbą atrakcji turystycznych, nie tylko dla przyjezdnych, ale i dla miejscowych. Miałam wrażenie, że musi się w Szczecinku dobrze mieszkać.

Jedzenie

1. Restauracja Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinku – za pięknie podane i rewelacyjne w smaku dania oraz przemiłą i niezwykle profesjonalną obsługę
2. Restauracja na promie Unity Line – za wykwintność i finezję dań oraz obsługę
3. Rybaczówka w miejscowości Karsibór k. Świnoujścia – za lody buraczkowe i rewelacyjną sałatkę z kurczakiem
4. Żurawi krzyk – za najlepsze pod słońcem zdrowe śniadanie i w ogóle za zdrową kuchnię, pyszny domowej roboty chleb orkiszowy i fantastyczne pasty z bakłażana, paprykarz z kaszy jaglanej i moc owoców
5. Piwnica pod Galerią w Stargardzie Szczecińskim – za zupę Czarcią i imbirowy krem z dyni

Na koniec chciałabym podziękować wszystkim za starania i gościnę, za inspirację, poświęcony czas, za wyrozumiałość i cierpliwość.
Dziękuję Magdzie i Irminie z Frajdy za inspirację, panu Zbyszkowi Koniecznemu z Rossiji za pysznego dorsza, Wioletce Hlib z Żurawiego Krzyku za naukę pieczenia chleba i zdrowe jedzenie, którego bardzo mi brakowało, Kasi Kucabie ze Szczecinka za fantastyczne towarzystwo, Joasi Błachucie za najlepsze na świecie rowery, Emilowi za adrenalinę w motoparku w Koszalinie, Tomkowi Wieczorkowi za spacery z historią po Szczecinie, Piotrowi Piwowarczykowi za zwiedzanie fortu Gerharda i gościnę w jego tajemnych progach, panu Zbyszkowi i Kapitanowi Jackowi za niezapomniany rejs Unity Line do Szwecji, Danko za ciekawe rozmowy w nietuzinkowej Republice Wyobraźni, Michałowi Ulińskiemu za zabawę w Sławogrodzie, pani Joannie Ścigale za spacer po Międzyzdrojach, Sylwii Mytnik za zrozumienie i motopark, Małgosi vel „Księżnej na włościach” ze Szczecinku za kobiecą energię i siłę, Iwonie Bigońskiej za to, że udowadnia „że dla chcącego, nic trudnego”, Krzysztofowi Kubackiemu za słonia oraz Piotrowi Letkiemu za wyrozumiałość, gdy porysowałam mu samochód, za hełm i właściwie za wszystko (szczególnie rozmowy o dorszach =D), podobnie jak i Madzi Wilk i jeszcze im obojgu za pokrewieństwo dusz i fajny bankiet.

Szczególne podziękowania dla ekipy filmowej: Piotrka i Sławka ze strony szczecińskiej i obu moich ulubionych Marcinów oraz Magdy z Koszalina. Za to, że mną byliście. Dziękuję.

Załodze Zachodniopomorskiej Agencji Rozwoju Turystyki za organizację i niesamowitą pracę włożoną w to przedsięwzięcie. Nikt z nas nie miał lekko. Cóż, okazuje się, że czasem najlepsze rzeczy, rodzą się w bólach 🙂 Dziękuję Asi, Ani, Kasi, Wojtkowi, Adamowi i Bartkowi, któremu napsułam krwi 😉 Co złego to nie ja.
Nie mogę pominąć Was Drodzy Czytelnicy. Dziękuję, że byliście, czytaliście, komentowaliście. Mam nadzieję, że do usłyszenia. Zaglądajcie tu i zapraszam na swój blog, na który wracam po przerwie www.banita.travel.pl