santa2_pomŚwięty Mikołaj blogerem AżPoMorze! Śledź przygody Mikołaja, powiedz nam do jakich miejsc trafił na Pomorzu Zachodnim i wraz z odpowiedzią na pytanie złóż mu kreatywnie życzenia świąteczne. Do wygrania przygoda kajakowo-rowerowa oraz weekend w czterogwiazdkowym Hotelu Dana w Szczecinie, jak również nagrody pocieszenia. Szczegóły konkursu znajdziecie  TUTAJ (klik).
W poniższym wpisie musisz odgadnąć cztery miejsca, które odwiedził Mikołaj. Odpowiedzi można szukać w relacjach naszych tegorocznych globtroterów z Tygodnia 2.

Żądni dalszych przygód ruszyliśmy na północ. Mając w pamięci ostatnie wydarzenia pomyślałem, że w trakcie swojej podróży nie powinienem polegać tylko i wyłącznie na reniferach. Nie zrozumcie mnie źle – czymże byłby Mikołaj bez swoich reniferów? Nie miałem zamiaru całkiem z nich zrezygnować, ale uznałem, że dobrze będzie mieć alternatywny środek transportu, w razie gdyby któryś z nich się zmęczył lub znów dał się ponieść męskiej naturze. Tony prezentów nie słuchają wytłumaczeń, trzeba je dowieźć w terminie…

Skonsultowałem to z moimi rogaczami, zyskując ich aprobatę. Niepokoił mnie tylko błysk w oku Rudolfa. Kiedy dotarliśmy na miejsce wiedziałem już skąd się wziął. Przed nami rozciągał się wybieg pełen pięknych koni. Tym razem jednak wolałem dmuchać na zimne i przywiązałem Rudolfa, aby trochę ochłonął. Jako Mikołaj nie mogłem sobie pozwolić na ryzyko miłosnego skandalu z udziałem reniferów. Dopiero teraz mogłem przystąpić do realizacji celu mojej wizyty. Zaoferowano mi naukę jazdy konnej pod okiem znanego jeźdźca, który niejedną olimpiadę ma już za sobą. To była niezapomniana lekcja! Teraz wiem, że w razie nieprzewidzianych wypadków, na końskim grzbiecie tez dam radę rozwieźć prezenty.

Ale co to? Ledwie zsiadłem ze zziajanego rumaka, a tu już Amorek galopuje w moją stronę! Rudolf zniknął! Musieliśmy go szybko odnaleźć. Jednak jeden renifer sań nie uciągnie, a ja w niezbyt dobrych relacjach z rozmaitymi dietami… Na grzbiecie renifera mogłem się przemieścić jedynie kilka kilometrów dalej, ale to wystarczyło. Amor wiedział kto zdoła nam pomóc. Znaleźliśmy się nagle pośród spalin i ryku silników! Tor wyścigowy! I to nie byle jaki! Samochody porozbierane ze zbędnego obciążenia wyglądały nieco postapokaliptycznie, ale ich kierowcy po wysłuchaniu naszej historii bezzwłocznie zdecydowali się nam pomóc. Zapakowaliśmy się z Amorem do wozu i pognaliśmy na poszukiwania. Niestety! Mimo ogromnej pomocy naszych przyjaciół potrzebowaliśmy innego spojrzenia na sprawę. Najlepiej spojrzenia z góry.

Tak oto znaleźliśmy się pod ogromnym hangarem z zaparkowanymi w środku małymi cudami awiacji. No właśnie. Małymi. Moja tusza wydawała się niemożliwa do wciśnięcia na siedzenie pasażera. Amor postanowił pomóc mi w tym w dość brutalny sposób. Siniaki od kopyt i poroża nie zejdą mi chyba do Wielkanocy. Dobrze, że renifery potrafią latać same, bo nie wiem gdzie upchnęlibyśmy jeszcze jego.

Lataliśmy dość długo i już powoli traciliśmy nadzieję. Gdzie podział się ten huncwot? Amor był już zmęczony lataniem, poruszał się coraz wolniej. Byliśmy przejęci nie na żarty, tym bardziej że po drodze sprawdziliśmy wszystkie możliwe stajnie i w żadnej go nie było. Nagle na horyzoncie ujrzeliśmy teren bardziej zielony niż dotychczas. Podlecieliśmy bliżej i naszym oczom ukazał się ogromny zielony labirynt, a w środku nikt inny – nasz Rudolf. Związany i zakneblowany! Wylądowaliśmy tuż obok. Amor nie miał już siły na cokolwiek, położył się tylko i wywiesił język ciężko dysząc. Musiałem iść sam.

Bałem się, że mogę nie znaleźć drogi powrotnej. Labirynt ciągnął się w nieskończoność, a Rudolf był dokładnie w jego środku. W końcu go znalazłem! Rzuciłem się, żeby rozwiązać jemu kopyta i wyjąć knebel, a on… Drań! Kiedy tylko odzyskał możliwość mówienia wybuchnął śmiechem. Ze złości zrobiłem się aż czerwony, zacisnąłem pięści, spojrzałem w dół i… sam zacząłem się śmiać. Wchodząc do labiryntu musiałem zahaczyć jakąś nitką o wystającą gałąź i tym sposobem spruły mi się całe portki. Już widziałem te nagłówki zachodniopomorskich gazet w stylu „Półnagi Mikołaj ratuje renifera”. Dzięki nitce udało nam się jednak bezproblemowo wyjść z gąszczu ścieżek. A dlaczego Rudolf został porwany? To już opowieść na następny raz.

Nie zapomnij, że aby wziąć udział w konkursie i rozwiązać zadanie konkursowe musisz odgadnąć wszystkie miejscowości, które odwiedził Święty Mikołaj. Swoje przygody Mikołaj opisze w czterech kolejnych wpisach na bloga. Dzisiaj dopiero druga odsłona konkursu. Pierwszą możesz znaleźć TUTAJ (klik). Kolejne pojawią się jutro oraz pojutrze.