santa4Święty Mikołaj blogerem AżPoMorze! Śledź przygody Mikołaja, przeczytaj wszystkie 4 mikołajowe wpisy na blogu oraz powiedz nam do jakich miejsc trafił na Pomorzu Zachodnim i wraz z odpowiedzią na pytanie złóż mu kreatywnie życzenia świąteczne. Do wygrania przygoda kajakowo-rowerowa oraz weekend w czterogwiazdkowym Hotelu Dana w Szczecinie, jak również nagrody pocieszenia. Szczegóły konkursu znajdziecie  TUTAJ (klik).
W poniższym wpisie musisz odgadnąć trzy miejsca, które odwiedził Mikołaj. Odpowiedzi można szukać w relacjach naszych tegorocznych globtroterów z Tygodnia 4.

Trzeźwienie zajęło mi nieco czasu. Prawdę mówiąc, pisząc te słowa nadal odczuwam trochę skutki wczorajszego wieczoru…  Miałem jednak świadomość, że mój urlop powoli dobiega końca, a szkoda mi było tracić czasu na siedzenie. Powstał jednak problem z poruszaniem się w terenie – reniferów dalej nie było. Postanowiłem wykręcić numer do Dziada Mroza i poprosić go o pomoc.

Zgodził się przyjechać po mnie za 15 minut. Miał zdecydowanie mocniejszą głowę i silniejszy organizm. Ach, ci Rosjanie! Pojawił się dokładnie o wyznaczonej porze.

– Mikołaj! Drugu moj! – zawołał, jednak widząc moją sponiewieraną twarz zasmucił się na chwilę. – Tobie jest potrzebna kąpiel! – wykrzyknął. – Ocien plocho wyglądasz, przyjacielu.

Wskazał mi miejsce w trojce. Kiedy się tam wgramoliłem ściągnął lejce i krzyknął na rumaki. Pognaliśmy po zimowym niebie. Z góry rozciągały się piękne widoki, mniejsze i większe jeziora, kręte rzeczki. Dziad zdradził mi, że jedziemy tam, gdzie raki zimują. Celem naszej podróży okazało się przecudnie czyste jezioro.  Ochoczo zrzuciliśmy nasze grube ubrania i zanurzyliśmy się w spokojną toń. Akurat zarówno w Laponii jak i w Rosji takie zimowe kąpiele są bardzo cenione.  Postanowiłem przepłynąć na drugą stronę jeziora. Muszę się pochwalić, że pływanie całkiem nieźle mi idzie, mimo tego, że elfy czasami mi dogryzają i krzyczą coś o uwolnieniu jakiejś orki.

Byłem już przy samym brzegu, kiedy zauważyłem w zaroślach znajomy kształt. To było poroże. Moje okulary zostały wprawdzie po drugiej stronie, ale Mikołaj musi mieć doskonałą intuicję, jak inaczej mógłbym odgadnąć marzenia wszystkich dzieciaków? Byłem nieco zły na te rogate łazęgi, ale również cieszyłem się z ponownego spotkania i że tym razem obyło się bez ekscesów takich jak porwanie. Wyszedłem na brzeg i ociekając wodą ruszyłem w stronę renifera. Wyglądał nieco dziwnie, ale winę przypisałem słabemu wzrokowi. Podszedłem bliżej, chcąc wytarmosić tego nicponia za uszy i…krzyknąłem. To nie był Rudolf! A jeżeli był, to stało się tu coś potwornego, bo renifer którego miałem przed sobą był wypchany! Totalnie nieżywy! I jakiś dziwnie większy w stosunku do moich reniferów… Natłok myśli i szok spowodował, że zatoczyłem się kilka kroków w tył. Prosto w ramiona ogromnego niedźwiedzia, który przeraził mnie jeszcze bardziej. Znowu wydałem z siebie dźwięk, jednak przypominało to bardziej stęknięcie. Coś tu było nie tak. Zacząłem biegać wzdłuż nabrzeża. Lew jaskiniowy? Tygrys szablozębny? Mamut? Ostatnie podobno wymarły jeszcze przed moimi narodzinami, a uwierzcie mi, nie jestem towarem pierwszej świeżości.

Nagle usłyszałem ze plecami całą gamę śmiechów i zbulwersowanych kobiecych okrzyków. Obróciłem się w ich stronę i przed oczami zamajaczyła mi grupka dzieci na, jak mniemam, szkolnej wycieczce. Strasznie to dziwne – pomyślałem. Dzieciaki zazwyczaj lubią Świętego Mikołaja, więc skąd te wrza… Wyjaśnienie tej sytuacji strzeliło we mnie jak grom z jasnego nieba. Dzieci lubią Mikołaja… UBRANEGO Mikołaja, a nie starszego pana grubaska w samych slipach, zaczerwienionego od zimna, biegającego z krzykiem pomiędzy wypchanymi mamutami… Wycieczka już się oddalała, jednak jedna z wychowawczyń podeszła do mnie.

– Wszystko w porządku proszę pana? Nie potrzebuje pan pomocy? – spytało dziewczę, patrząc na mnie zatroskanymi oczami. – Jest zimno, powinien pan się chyba ubrać. – czułem w tym tonie nutkę zwątpienia w moje zdrowie psychiczne, ale to co zamierzałem powiedzieć zaraz miało tylko utwierdzić ją w tym przekonaniu.

– Nie. Wszystko w porządku. Wie pani, szukam reniferów… dokładnie dwóch. Nazywają się Rudolf i Amorek. Nie widziała może pani żadnego rogacza w okolicy?

Jej troska ustąpiła pobłażliwemu uśmiechowi. Pewnie, byłem tylko starym, gołym wariatem.

– Pewnie już odleciały na biegun. – wstała, ale odchodząc obróciła się jeszcze na chwilę – Wie pan? Wczoraj w gazecie czytałam o dwóch reniferach, które dołączyły do stada włochatych krów, trochę na północ stąd… Może to pana Rudolf i Amorek?

Znalazłem Dziada Mroza, podziękowałem mu za wszystko i czym prędzej ruszyłem w podróż na północ, pytając tubylców napotkanych po drodze o owe stado włochatych krów.  Po kilku godzinach żmudnych poszukiwań znalazłem Rudolfa i Amora, którzy beztrosko wtulali się w futra co dorodniejszych jałówek. Tego było za wiele. Postanowiłem zadać chłopakom trochę pruskiego drylu. Zanim jednak to nastąpiło, uszczknąłem nieco grzywy jednej z krów. Spojrzała na mnie z wyrzutem. Nie wiem dlaczego, czasami dobrze jest zmienić fryzurę, a moje elfy muszą zobaczyć czy taka sierść nadaje się na włosy dla lalek w mojej fabryce zabawek – ostatnio na rynku jest straszna posucha.

Ruszyliśmy na północ, na wyspę, ku naszej ostatniej przygodzie. Miałem pewne znajomości wśród wojskowych w XIX wieku i pamiętałem że jest tam jedna placówka, a jak dowiedziałem się od rogaczy – dalej działa. Pełen nadziei wylądowałem wśród murów z czerwonej cegły i ruszyłem załatwiać sprawy odnośnie szkolenia z posłuszeństwa z przywódcami. Zajęło to dosłownie kilka minut, ale kiedy wyszedłem… Tak, pewnie już wiecie. Rogacze zniknęły.

Z wściekłości zrobiłem się czerwony jak mój płaszcz, jednakże to trwało tylko chwilę. Nieopodal rozbrzmiewały śmiechy i jakieś okrzyki. Zajrzałem za mur i moim oczom ukazał się Rudolf smalący cholewki… do kozy.

Poddałem się. Wiedziałem, że nie uda mi się oszukać rogatej natury. Poczyniłem pewnie ustalenia z przywódcą i zapakowałem kozę do sań. Rudolf był wniebowzięty. Pani mikołajowa chyba mnie zamorduje…

Tutaj niestety już muszę zakończyć moją przygodę. Święta są coraz bliżej, a ja muszę nadzorować przygotowania do nich, bo zdaję sobie sprawę z tego, że niesienie radości ludziom to ogromny obowiązek. Będę wspominać Pomorze Zachodnie w styczniu, kiedy będziemy siedzieć wraz z moją żoną przy kominku i popijać grzańca, a kto wie – może jeszcze tu niebawem wrócę?

Nie zapomnij, że aby wziąć udział w konkursie i rozwiązać zadanie konkursowe musisz odgadnąć wszystkie miejscowości, które odwiedził Święty Mikołaj. Swoje przygody Mikołaj opisał w czterech kolejnych wpisach na bloga. Dzisiaj już ostatnia odsłona konkursu, wcześniejsze przeczytaj tutaj:  Odsłona 1 z 4 (klik)  Odsłona 2 z 4 (klik)   Odsłona 3 z 4 (klik)