Międzyzdroje chciałem poznać od innej strony. Wiele razy tu przyjeżdżałem, ale zawsze ograniczało się to do odwiedzenia plaży, spaceru po molo i wizyty w smażalni na promenadzie. Tym razem nie sprzyjała mi pogoda, gdyż kropił deszcz. Gdy spotkałem się z Panią Joanną Ścigałą z działu promocji urzędu miasta, od razu zaproponowała mi dłuższy spacer. Wybraliśmy się najpierw nad jezioro Turkusowe w pobliżu Wapnicy. Głębokość jeziora wynosi ponad 21 m, powierzchnia to ok. 6,5 ha, co czyni je największym akwenem na terenie Wolińskiego Parku Narodowego.

 

Jest to specyficzne jezioro, bo powstałe z zatopienia kopalni kredy. W czasach niemieckich znajdowało się tu wyrobisko kopalni pracującej na potrzeby dużej cementowni Quistorpa w pobliskim Lubinie. Po wojnie władze polskie postanowiły wznowić eksploatację złoża, wypompowano wodę, sprowadzono niezbędne maszyny i urządzenia. Kopalnia funkcjonowała jednak tylko do 1954 r. Od tego momentu wyrobisko zaczęło stopniowo wypełniać się wodą. Kolor i nazwę zawdzięcza niebieskawo-zielonej barwie lustra wody, wywołanej rozszczepieniem światła słonecznego w czystej wodzie i odbiciem refleksów od białego podłoża kredowego zalegającego na dnie. Jezioro można obejść bardzo atrakcyjną trasą z wieloma punktami widokowymi oraz licznymi wzniesieniami i drewnianymi stopniami ułożonymi na zboczach.

 

W trakcie spaceru wokół jeziora podeszliśmy jeszcze na pobliskie Wzgórze Zielonka, które jest kultowym miejscem, licznie odwiedzanym przez turystów. Na szczycie wzgórza znajduje się punkt widokowy, z którego widać jednocześnie Deltę Wsteczną rzeki Świny, Zalew Szczeciński, Jezioro Wicko Wielkie oraz Morze Bałtyckie. Widoczny jest także malowniczo położony Lubin, a w oddali Świnoujście. Przy sprzyjającej pogodzie można zobaczyć również niemieckie miasteczko Ahlbeck, leżące w pasie nadmorskim. Wracając do Międzyzdrojów zajrzeliśmy do portu jachtowego w Wapnicy, gdzie stoją przycumowane żaglówki i łodzie motorowe.

 

Niewątpliwą atrakcją przy deszczowej pogodzie jest odwiedzenie niewielkiego muzeum utworzonego w bunkrze pod umocnieniem niemieckiego stanowiska tajnej broni V3 w Międzyzdrojach Zalesiu. Pan Piotr Nogala zgromadził tu niesamowitą liczbę różnorodnych przedmiotów – autentycznej broni, urządzeń, map z czasów wojny, które w bardzo atrakcyjny sposób opisuje. Każdy turysta może także wziąć do ręki karabiny, granatniki pancerfausty, założyć hełm poniemiecki i zrobić sobie zdjęcie – do czego Pan Piotr bardzo zachęca…

 

Po tylu atrakcjach nadszedł czas na lody. Na trasie mojej podróży znajdowała się Cafe Melba, której właściciel Jakub Bartosiewicz podkreśla, że wprawdzie sam prowadzi lodziarnię od ośmiu lat, ale już w trzecim pokoleniu. Firmę w Międzyzdrojach założył jego dziadek w 1957 roku, jako jeden z pionierów. Po latach przejęła to mama, a następnie Pan Jakub.

 

– Lody dzisiaj smakują inaczej niż wtedy, bo inne są produkty, inne urządzenia do produkcji, ale nadal celem nadrzędnym jest jakość, a jakość to powtarzalność smaku – przekonuje mnie właściciel.

 

Jeżeli chodzi o smaki, to Melba oferuje ich aż 100, ale w sprzedaży codziennie jest ich 33. Są to raczej smaki wywodzące się z tradycji cukierniczej, bez wynalazków. Do produkcji używa się produktów sprawdzonych, które zapewniają ciągłość produkcji i najwyższą jakość.

 

– To jest biznes – podkreśla Jakub Bartosiewicz – tak więc staramy się zapewnić dobre lody w dobrej cenie.

 

W tej lodziarni najpopularniejsze są tradycyjne lody, które nie tylko muszą dobrze smakować, ale także ładnie wyglądać. Waniliowe, czekoladowe, truskawkowe i bardzo popularne jogurtowe oraz krówkowe. Pozostałe, to w zasadzie mieszanka smaków z dodatkami. Lodziarnia znajduje się przy głównym szlaku spacerowym.

Po spożyciu tylu kalorii mogłem wejść na kolejne wzgórze w Międzyzdrojach – Kawczą Górę. Na punkt widokowy wiodą kilkusetmetrowe drewniane schody. Można stąd podziwiać panoramę Bałtyku, plażę w Międzyzdrojach czy niemieckie porty. Z Kawczej Góry można wrócić do Międzyzdrojów plażą, do której zejście prowadzi wygodnymi schodami. Tuż przy porcie rybackim zjadłem jeszcze rybę w restauracji Port powstałej w odrestaurowanym obiekcie po remizie grupy ratownictwa brzegowego. Solidna budowla z czerwonej cegły przykryta jest dachem z łupka, wzbogaconym o sygnaturę i szwajcarskie fragmenty więźby.

 

Wracając do Szczecina zajrzałem na pobliskie pole golfowe w Kołczewie. Amber Baltic Golf Club oprócz przepięknych widoków oferuje możliwość wynajęcia sprzętu – kija golfowego i piłeczek, by spróbować (od tego roku olimpijskiej) dyscypliny sportowej. Można także skorzystać z pomocy instruktora. Koniec dnia w Międzyzdrojach spędziłem więc na polu golfowym podziwiając przepiękny zachód słońca, bo właśnie wypogodziło się.

 

 

Zdjęcia i tekst autorstwa Jarosława Gaszyńskiego.


Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych opcjiHTML i narzędzi:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>