Jak na rybkę, to tylko do Darłowa… Przyjechałem tu z Mielna, gdzie jest pełno smażalni – tak jak i na całym wybrzeżu, jednak Darłowo to bezwarunkowo królestwo rybołówstwa. Przy nabrzeżu znajduje się specjalne miejsce, w którym można kupić rybę z porannego połowu, prosto z kutra – w całości lub wypatroszoną i przygotowaną na miejscu, na oczach klienta, tak żeby nie pozostało nam nic innego, jak tylko przyprawienie i wrzucenie na patelnię. Na naszą prośbę rybacy filetują niektóre gatunki, na przykład dorsza czy sandacza, natomiast flądra sprzedawana jest w tuszkach. Nic dziwnego, że w pobliskich smażalniach ryba smakuje wyjątkowo dobrze, skoro praktycznie prosto z morza trafia na stół.

 

Jeżeli jesteś na tyle odważny żeby rybę złowić sobie samodzielnie, to jesteś w dobrym miejscu. Darłowo bowiem, to usankcjonowana stolica świeżej ryby – jak podkreśla jeden z twórców wędkarskiej potęgi tego miasta, pan Piotr Ebel. Można tutaj wykupić rejs i wybrać się na połów kutrem. Osiem, dziesięć godzin spędzonych na morzu i, jak mnie zapewniają, zdobycz gwarantowana. Niezbędny sprzęt otrzymamy na kutrze, gdyż wędka i żyłka powinny być mocniejsze niż te do wędkowania na jeziorach czy rzekach, a technika spinningowa nakłada dodatkowe wymagania. Wszelkie informacje uzyskamy na miejscu.

 

Jeden z pierwszych darłowskich wędkarzy morskich, Antoni Hołub, mówi że łowi się tu przede wszystkim dorsza, belonę, makrelę, ale też ryby słodkowodne: szczupaka, sandacza, okonia i leszcza. To właśnie pan Antoni kilkadziesiąt lat temu, jako jeden z pierwszych, wpadł na pomysł, by dla zabawy wypłynąć na morze i powędkować. Dziś w Darłowie zarejestrowanych jest już około 500 pływających jednostek, co czyni wędkarstwo morskie jedną z największych atrakcji tego miasta. Początkującym zaleca się wypływanie dużym kutrem rybackim, a nie porywanie się na rejsy małymi łódkami, mimo że są bardziej mobilne i szybciej można się nimi przemieszczać między łowiskami.

 

Tym, którzy postanowią zostać na lądzie pozostaje wypoczynek na bardzo atrakcyjnej plaży z czystą wodą i wydzielonymi miejscami do kąpieli, spacery wzdłuż umocnień chroniących port morski i obserwowanie wpływających żaglówek. Można także wejść na latarnię, by z wysokości 22 metrów podziwiać przepiękne widoki. Latarnia została wzniesiona w XIX wieku, wraz z budynkiem stacji pilotów. Wieża była wtedy dużo niższa i dopiero kolejne remonty uczyniły z niej latarnię z prawdziwego zdarzenia. Teraz turyści mogą podziwiać stan z 1927 roku, kiedy to miał miejsce ostatni remont budynku.

 

Miłośnicy historii także znajdą tu coś dla siebie. W Darłówku znajdują się pozostałości Przeciwlotniczej i Zaporowej Baterii „Schwerin”, która powstała najprawdopodobniej w 1937 roku. Obecnie obiekt jest udostępniony do zwiedzania jako jedna z ekspozycji Fortu Marian. Ciekawostką jest, że swego czasu w tym miejscu stacjonowało działo kolejowe Dora, potężne stalowe monstrum o kalibrze 802 mm, wadze 1,3 tys. ton i 17‑metrowej lufie.

 

Po takich emocjach wreszcie poszedłem na lody do Cafe Ambrozja, która mieści się w kompleksie znajdującym się tuż przed wejściem na plażę. Można tu zjeść wszelkiego rodzaju lody: włoskie, amerykańskie, nadziewane, z wybuchową posypką, ale przede wszystkim naturalne lody gałkowe. Zbigniew Pajewski z żoną prowadzą działalność już od 1989 roku. Stosują tylko naturalne produkty, a jedyny kupny składnik którego używają to pasty orzechowe, których niczym nie da się zastąpić. Sami nawet gotują wanilię.

 

Najważniejsze dla nas jest, by lody były zrobione z naprawdę naturalnych produktów – podkreśla właściciel, Zbigniew Pajewski – bez niepotrzebnej chemii. By były dobre i zdrowe. Receptury komponujemy sami razem z żoną, a często naszą inspiracją są smaki z dzieciństwa.

 

Dużą popularnością cieszą się lody, które przygotowywane są z kaszy manny z malinami. Mają też lody cheerios, tworzone z płatków z dodatkiem miodu. Charakterystyczne są lody piwne, do których dodają brzeczkę piwną i odrobinę piwa. Gwarantuje to naprawdę wyrazisty smak. Właściciele posługują się paletą 35-40 smaków, a na co dzień w kilku witrynach oferowanych jest ok. 20. Na miejscu można nie tylko zjeść lody, ale także ciasta. Pan Zbigniew szczególnie poleca jagodzianki, które sami wypiekają. Podobno są przepyszne, ale niestety dzisiaj się już nie załapałem.

 

To był naprawdę dobry dzień i obiecałem sobie, że wrócę tu nie tylko na jagodzianki, lecz by wypłynąć w rejs wędkarski na morze, czego nie udało mi się zrobić dzisiaj z powodu zbyt wysokiej fali.

 

Zdjęcia i tekst autorstwa Jarosława Gaszyńskiego.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych opcjiHTML i narzędzi:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>