Bujałam się na huśtawce przed Pałacem Siemczyno. Było już późno, ale ja po pracy postanowiłam się chwilę przewietrzyć. Noc była bardzo gwiaździsta i zastanawiałam się, wpatrując w niebo, czy tej nocy lepiej dałoby się poobserwować gwiazdy w Zatomiu przez lunetę pana Zbyszka. Teren Pałacu jest ogromny, jak następnego dnia rano opowiadał właściciel, pan Adam, liczy około 200 hektarów.

Pałac Siemczyno

Jest więc miejsce i na pracownie ceramiczną i na organizowanie imprez plenerowych i na odpoczynek na trawce i na zabawy dla dzieci, z których korzystałam. Kołysząc się, wpatrywałam się w gwiaździste niebo nade mną i wsłuchiwałam się w odgłosy jeleni. Zaczęło się rykowisko. Zrobiło się klimatycznie.
***

Sławogród

Gród, a właściwie Sławogród wyglądał na zamknięty. Nie panował w nim rwetes jak u Wikingów w Wolinie. Chyba nie ma nikogo, myślałam. Brama jednak była rozwarta na oścież.
– To pani? – Zapytał mężczyzna w czerwonej płóciennej luźnej koszuli i z piękną kaletką przy boku (dopiero dziś dowiedziałam się jak nazywają się „torebki” zawieszane na paskach, których już od jakiegoś czasu poszukuję).
– To ja – przywitałam się z uśmiechem.
Już po przyjaznym wyglądzie Michała Ulińskiego, właściciela i pomysłodawcy Sławogrodu, wiedziałam, że wizyta u niego będzie fajną przygodą.
– Zaczniemy od robienia podpłomyka. – Zakomunikował Michał, a potem postrzelamy z łuku, co ty na to?
– Z łuku już strzelałam. A podpłomyki uwielbiam.
– To już jadłaś? – Zapytał zaskoczony i nieco rozczarowany Michał, o „słowiańskim” imieniu Miłobor.

– W wiosce Wikingów – odpowiedziałam z żalem, że rozczarowuje mojego gospodarza. Robienie podpłomyka
– To zrobimy największy podpłomyk, jaki się tylko da. I dostaniesz go z Miodem Drahimskim. I ty wałkujesz!
– A to to jest Miód Drahimski – skojarzyłam nagle fakty. – A ja myślałam, że potem jedziemy właśnie na testowanie miodów, ale… pitnych. – Patrzyłam na wielki słój skrystalizowanego Miodu Drahimskiego, który ponoć jest wyjątkowy. Ale o tym dowiadywałam się już później w Pasiece u Fujarskich.
– Nic z tego. – Zaśmiał się Michał. – To miód do jedzenia.
Niech będzie i taki.
– Podpłomyk wyszedł rewelacyjnie, zwłaszcza, że ja go rozwałkowywałam 😀 Podzieliłam się nim z moją ulubiona ekipą filmowców, czyli Marcinem i Marcinem oraz Adamem, który i dziś towarzyszył mi w ciągu dnia i zamiast rozmawiać o wiosce, zabraliśmy się za fotografowanie kóz, które z zainteresowaniem się nam przyglądały.
– Są też dwa kozły. Jeden nazywa się Platon, drugi Lucjan. Lucjan od Lucyfera – wyjaśnił Michał. – Nie zgadniecie na pewno, który jest który. – Wypalił zaczepnie.
Przed nami stał wielki czarny kozioł. W życiu tak potężnego chyba nie widziałam.
– Ktoś kiedyś pomylił go z osiołkiem – Zaśmiał się właściciel Lucka.

Lucjan
Samo to świadczyło już o jego wielkości.
– To strzelamy? Czy gramy w „hardkorową” średniowieczną grę?
Miałam ochotę na strzelanie z łuku, bo bardzo do gustu przypadła mi skórzany karwasz na przedramię.
– Gramy! – Zdecydowałam jednak, nie rozstając się z karwaszem.
Podzieliliśmy się na dwa zespoły dwuosobowe i rozpoczęliśmy ostra grę. Jej zasady okazały się proste. Trudno jednak bez pokazywania od tak, nakreślić je na kartce. Ostra gra nie przyniosła jednak strat w ludziach, choć mało brakowało 😉 Wybierzecie się do Sławogrodu, to właściciel na pewno grę wam przedstawi.

Sprzęt łucznika
Sławogród jest nieco mniejszy niż Wioska Wikingów, ale to nie znaczy, że jest tam mniej atrakcji. Michał Uliński od pierwszego wejrzenia i pierwszego zdania jawił się jako wielki pasjonat. Jest zawodowym rekonstruktorem i etnologiem z wykształcenia. Nie znalazł się więc w tym miejscu z przypadku. Dodatkowo ma fajne poczucie humoru i takie ciepło, które bije od niego i udziela się innym. Udzieliło się i mnie samej, momentalnie nadając całemu mojemu dniu pozytywnych wibracji.
***
Pasieka Fujarskich – brzmiał napis. Że wokół jest miód dało się odczuć zaraz po wejściu do domu. Pachniało przepysznie. Przywitał nas pan Grzegorz Fujarski i oprowadził po salach produkcyjnych, które mieszczą się w piwnicach ich domu. Ich rodzina produkuje miód Drahimski już od trzech pokoleń. I to wcale nie jest takie proste, jakby mogło się wydawać. Tylko cztery rodziny w okolicy mają odpowiednie certyfikaty, by miód Drahimski produkować. Liczne kontrole i coroczne odnawianie certyfikatu odstraszyło wielu producentów. Zostali najwytrwalsi i zapewne im się to opłaca.

Plastry miodu
– Ile miodu produkujecie rocznie? Nie bardzo wiedziałam jaki jest termin „zbiorów”. Przypuszczałam jednak, że nie cały rok (zbiera się od maja do ok 15 września).
– Pięćdziesiąt ton – odpowiedział pan Grzegorz, czym bardzo mnie zaskoczył
Miód Drahimski jest wyjątkowy. Ze względu na smak, konsystencję, cenne składniki. I jest produkowany tylko w określonym regionie, przez odpowiednio wykształconych pszczelarzy (którzy przynajmniej muszą być mistrzami) i przez odpowiednie rasy pszczół (Drahimski jest produkowany przez rasę karnika).
W życiu nie dowiedziałam się tyle o pszczołach i o produkcji miodu, co w czasie naszej krótkiej wizyty u Państwa Fujarskich. Była to ciekawa i pouczająca lekcja. Będzie na pewno też smaczna jak w końcu dobiorę się do słoiczków z miodem, które dostałam w prezencie. 🙂

Miód Drahimski
***
Ależ tu pięknie!
Wokół las, lśniąca tafla jeziora, słońce w pełni. Wsiedliśmy na motorówkę WOPR-u, by przepłynąć się po jeziorze Siecino. Ponoć jednym z najczystszych jezior w Polsce. Na razie poznawałam je z wody. Wieczorem miała nadejść niechętnie oczekiwana chwila, czyli poznawanie jeziora od środka poprzez nurkowanie i to do tego w nocy. Ale jeszcze miałam czas i postanowiłam sobie nie psuć chwili. Pływaliśmy dość wolno, bo i obciążenie było większe. W niewielkiej motorówce siedziała nas czwórka.
– To potem podwiozę panią do Ośrodka Wypoczynkowego Ekoland motorówką. Będzie krócej – oznajmił kapitan. – I we dwójkę trochę przyspieszymy, żeby pani nie mówiła, że płynęła najwolniejszą motorówką świata.

Przejażdżka motorówką
Marciny po kilkudziesięciominutowej przejażdżce wysiedli na pomoście, a my pomknęliśmy z impetem. – To dopiero jest jazda! – Krzyknęłam z dziobu, a kapitan z uśmiechem potaknął. On też tak wolał.
Ośrodek Wypoczynkowy Ekoland tonął w ciszy i słońcu. Niewielu turystów. I spokój. Położyłam się na piaszczystej plaży ośrodka i na zmianę wpatrywałam się a to w niebo, a to skrzącą się w słońcu taflę wody. Rozkoszowałam się błogą chwilą, starając się nie myśleć, o tym, co ma przynieść wieczór – zanurzenia się w głębokiej i ciemnej otchłani. Tak bardzo boję się głębokiej wody.

Gdzie byłam, z czego korzystałam:

Nocleg:

Ośrodek Wypoczynkowy Ekoland

Atrakcje:

Słaowgród w Czaplinku

Pasieka Fujarskich w Czaplinku

Baza nurkowa Shark nad jeziorem Siecino