Wysiadłam na dworcu w Szczecinie. Poczułam się jakbym wracała do domu. Dziwne uczucie, bo przecież kocham mój Gdańsk i to tam jest mój dom. Chodziło chyba o to poczucie, że przyjeżdżasz do miasta, w którym już byłaś, że po raz już któryś wysiadasz na tym samym dworcu i ktoś na ciebie na nim czeka. Ale pewnie tego uczucia by nie było, gdyby miasto nie było samo w sobie przyjazne.

Uderzyło mnie ciepłe powietrze. Wieczór był prawie letni. Niektórzy ubrani byli jeszcze w koszulki z krótkim rękawkiem. Przejazd przez miasto wieczorową porą nadawał Szczecinowi zupełnie innego wymiaru. Podświetlone Wały Chrobrego prezentowały się bardzo pięknie. „Wały Chrobrego to coś naprawdę unikalnego”, powiedział mój kolega, mieszkaniec Szczecina.
Wysiadłam przy hotelu Radisson Blu. Niby wielki kombinat, ale tak przyjaźnie i elegancko zostałam przyjęta, że poczułam się jak w małym przyjaznym hoteliku, w którym nie jestem tylko numerkiem pokoju, a normalną ludzką istotą. W wielu pięknych hotelach w swoim życiu już spałam, ale do tej pory nie trafiło mi się spać w klasie business. Tym razem było inaczej. Czekał na mnie napisany ręcznie list z życzeniami miłego pobytu, zaproszenia na drinki do baru, butelka pysznego wina i truskawki maczane w czekoladzie. Tęsknota za domem szybko odeszła. Od zawsze mówiłam, że najchętniej mieszkałabym na stale w jakimś hotelu. Nie musiałabym sprzątać, gotować i jeszcze sypiałabym w tak przytulnych i elegancko urządzonych pokojach, w dodatku z dostępem do świetnie wyposażonej siłowni i sali fitness z kompleksem SPA. Hotel Radisson idealnie w moje plany by się wpasował. Najbardziej podobało mi się to, że już o 6.30 wszystko było czynne. Jeszcze przed śniadaniem mogłam poćwiczyć, popływać i pogrzać się w saunie.
Po takim idealnym początku, wydawałoby się, że lepiej być nie może, ale mogło, bo gdy w grę wchodzi rower (nawet jeśli nie jest to mój rower, tylko rower miejski), to wiele więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Rowery miejskie w Szczecinie funkcjonują od miesiąca. Jest ich około trzysta sztuk i trzydzieści trzy stacje, gdzie rower można pożyczyć i zostawić. Przyznam szczerze, że jestem zła… bo u nas wciąż rowerów miejskich nie ma. W Trójmieście jest chyba jeden z najlepszych systemów ścieżek rowerowych, ale trzeba jeździć tylko na swoich rowerach. A tu, w Szczecinie proszę… rowery miejskie, prosty system obsługi i wypożyczania i nie mogę powiedzieć złego słowa, bo na rowerach jeździ się naprawdę wygodnie. Jechaliśmy spod Hotelu Radisson, przez Jasne Błonia, Park Kasprowicza aż nad Jezioro Głębokie. Wygodny rower i piękna przestrzeń to podstawa by czerpać przyjemność z jazdy. A wbrew temu, co myślałam wcześniej, okazało się, że w Szczecinie faktycznie jest mnóstwo terenów zielonych, które idealnie nadają się do porannych biegów i do jazdy rekreacyjnej rowerem (w końcu zrozumiała hasło miasta „Pływający ogród”). Najbardziej podobała mi się Aleja Platanów na Jasnych Błoniach. Wiatr we włosach, poranne promienie słońca i lekko zamglone jesienne powietrze nadawały otoczeniu jakiejś magii. W powietrzu wisiało poczucie wolności.

Park Kasprowicza
Bartek opowiadał mi o Szczecinie, o miejscach, które mijaliśmy. Wspominał o historii pomników, stojących na naszej trasie. W porannej poświacie i podczas tak pięknego poranka wszystko wyglądało pięknie.
***
Zawsze zastanawiałam się jak to jest jeździć tramwajem. Z jednej strony wydawało mi się to bardzo proste. Wsiadasz, wciskasz pedał gazu albo hamulec i jedziesz jak szyny prowadzą. Jakie było moje zdziwieni, gdy wsiadłam do symulatora jazdy tramwajem w Muzeum Techniki i Komunikacji w Szczecinie (jedyny taki symulator w Europie). Instrukcja miała kilkanaście podpunktów. Musiałam krok po kroku postępować zgodnie ze wskazówkami.

Muzeum
– Jeszcze pani nie pojechała? – Zapytał nasz przewodnik, pan Jacek Ogrodniczak po kilku minutach od mojego wejścia do symulatora..
Na kartce wiszącej przed wejściem wisiała informacja, że czas pobytu w symulatorze na osobę to dziesięć minut. Dziesięć minut jednak zajęło mi naciśnięcie wszystkich guzików, strzałek, sprawdzenie dzwonków, zamknięcie drzwi. W końcu ruszyłam. Gnałam jak szalona.
– Czy tramwaj może się przewrócić? – Zapytałam.

DSC_1648
Jechałam z taką prędkością, że spodziewałam się, iż wywrócić się musi.
– Może się wywrócić i wyskoczyć z szyn – Poinformował pan Jacek. – Ale na symulatorze nie.
Pędziłam więcej dalej. Z daleka zaczęłam dostrzegać zarys tramwaju przede mną. Przyhamowałam.
– A coś by się stało, gdybym nie zahamowała?
– Proszę spróbować – Zachęcił pan Jacek.

DSC_1634
Znów wcisnęłam pedał gazu. Wjechałam w tył tramwaju. Popękały szyby, a na ekranie pojawiła się informacja: „Pojazd został uszkodzony”. Jak się okazuje nie same samochody mnie kręcą, lecz ich uszkadzanie =D
Chyba jednak samochody to jest coś, co mnie kręci. Szczególnie jednak te stare, a w muzeum takich wynalazków nie brakowało. Zajezdnia tramwajowa, w której muzeum powstało, w tym roku obchodziła stulecie. Już w 2008 roku rozpoczęły się przymiarki do jego otworzenia, ale dopiero cztery lata temu muzeum otworzyło swoje podwoje dla publiczności. Można tu podziwiać pierwszy tramwaj, jaki pojawił się na ulicach Szczecina – Bremen 144 (3 sierpnia 1879 roku), najdroższy motocykl II Rzeczypospolitej – Sokół, wersja wojskowa, który swoją unikalność zawdzięcza oryginalnemu kolorowi, czy najstarszy obiekt w muzeum – motocykl Alba (z 1919 roku) i niesamowite, jedyne w swoim rodzaju wersje malucha: cabrio, wodołaza, samochodu wojskowego. Mi najbardziej do gustu przypadł seledynowy motorower firmy Romet, którym z przyjemnością jeździłabym i dziś, gdybym tylko mogła.
***
– Zasady znasz? – Zapytał Tomek.
– Znam. Już wiele razy to robiłam – przyznałam.
– No to wskakuj.
– Ile czasu na to potrzebujesz?
– Osiem minut – odpowiedział bez zająknięcia.
– Co?!!! A normalnie ile czasu zajmuje?
– Jakieś czterdzieści minut do godziny.

DSC_1712
No dobra. Nie zamierzałam się z nikim ścigać, ale chciałam jak najszybciej mieć to już za sobą. Została mi wyznaczona trasa czerwona, najwyższa i najtrudniejsza. Niby park linowy to dla mnie nie pierwszyzna, tyrolki podobnie, ale zawsze jakieś tam obawy trochę są. Trasa czerwona w Parku Linowym Tarzania nad jeziorem Głębokim do bardzo łatwych nie należała. Adrenalina była, ręce nieco już bolały. Wpięcie, wypięcie, przepięcie, tu schodki, tam zjazd na linie, gdzie indziej przejście po ruchomych belkach. Najdłużej utknęłam na kołkach zawieszonych na linie. Jak to przejść, jak ugryźć?, zastanawiałam się
– Wskocz równo obiema nogami na nie, radził Bartek.
Niby był to jakiś sposób, ale tylko na pierwszy kołek. A co dalej? W końcu się udało. Dłonie już paliły, mięśnie zaczęły drżeć, ale w dwadzieścia dwie minuty dotarłam do końca.
– Całkiem niezły czas – pochwalił instruktor, który tę trasę pokonuje w osiem minut.
***
Budynek z zewnątrz budzi kontrowersje. Zgodnie z moimi upodobaniami raczej nie zaliczyłabym go do kategorii pięknych. Może inaczej wygląda w nocy, gdy otacza go feeria barw, ale w dzień…Moje postrzeganie Filharmonii w Szczecinie zmieniło się, gdy zajrzałam do wnętrza budynku. Od zawsze przecież wiadomo, że najważniejsze jest to, co w środku, a nie to, co na zewnątrz. W tym przypadku to powiedzenie też ma sens.

DSC_1695
Białe sterylne wnętrza nie budzą porównań ze szpitalem. Jest biało, ale pięknie. Bardzo lubię takie wnętrza: niezaburzone zbędnymi dekoracjami, proste, ale tak niebywale w tej prostocie piękne. Wszystko idealnie dopasowane, każdy szczegół dopracowany z farmaceutyczną wręcz precyzją. W sali Słońca numery siedzeń wyszyte złotym haftem, w sali Księżyca – srebrnym.
– To jest serce – powiedziała pani Dyrektor, wprowadzając mnie do sali Słońca.
Sala ma nawiązywać do układu słonecznego.
– Cały myk polega na tym, że pomieszczenie wyłożone zostało drewnem, które pokryte zostało ręcznie takimi kwadracikami ze szlachmetalu z domieszką miedzi. Stąd efekt złota. – Wyjaśniała.
Wrażenie było nie z tej ziemi i było tym silniejsze, że do sali Słońca, lśniącej złotem, wchodziło się ze sterylnej bieli.
– Tutaj nie ma zasięgu – Tłumaczyła z uśmiechem pani Dyrektor – Więc nie ma problemu z ogłoszeniami o wyłączaniu telefonów. To jest plus. Ale melomani znaleźli sposób. NasSali zaczynają bardzo kaszleć. Chyba musimy zacząć rozdawać wszystkim przed wejściem syrop na kaszel – Zażartowała, gdy już opuszczałyśmy tę niesamowita przestrzeń.

Wnętrze filharmonii
Projekt Filharmonii w Szczecinie to wizja duetu hiszpańsko-włoskiego. Meble specjalnie sprowadzane były z Włoch, nawet na śmietniki trzeba było długo czekać. Wszystko musiało być idealnie dopasowane, niezaburzające przestrzeni, lecz wpasowujące się w nią. Perfekcja w każdym calu. Ale było warto, bo to miejsce, do którego warto przyjść nie tylko na koncert, ale chociażby po to, by podziwiać jego piękno, kunszt i artyzm.
***
Jak niemal każda kobieta, lubię to, co słodkie, choć słodka sama nie jestem =D
Słodkiego jednak staram się unikać. Jeśli już to wybieram gorzką czekoladę, bo taka jest najzdrowsza. Tym razem też na czekoladę się zdecydowałam, tylko taką do smarowania całego ciała. Baltica Wellenss & Spa  zaprosiło mnie na zabieg. Takiego czekoladowego nigdy nie miałam. Postanowiłam się najeść przed zabiegiem, bo obawiałam się, że ten słodki zapach będzie wywoływał okropny głód. Tak jednak nie było. Najpierw jednak zapachniało mi cappuccino. – Najpierw zrobimy peeling całego ciała – powiedziała pani masażystka. Jedna noga, druga noga, plecy, przód, tył.  Tak pachniało mi kawą, że aż  zachciało mi się pić. – Po takich zapachach, to chyba już pani się nie chce w ogóle jeść słodkiego – Bardziej stwierdziłam niż zapytałam masażystkę. – U mnie to raczej na odwrót działa – odpowiedziała z uśmiechem. – Ale zapachy to dopiero się zaczną.

Baltica SPA

Miała rację.  Po chwili rozniósł się zapach czekolady. Od pięt po szyję tonęłam w czekoladzie. I pachniało tak pięknie. – Co właściwie ma robić ten zabieg? – Zapytałam. – Nawilżać, odżywiać , ujędrniać – wyrecytowała pani masażystka.

Poddałam się całkowicie jej dłoniom. Takiej gładkości skóry, jaką poczułam potem, już dawno nie czułam.
Ostatni dzień pracy dobrze byłoby zakończyć miłym akcentem, myślałam jeszcze kilka dni temu, pamiętając, że moja przygoda z Pomorzem Zachodnim się kończy. No i zakończyłam: czekolada i spotkania z fantastycznymi ludźmi, którzy mnie u siebie gościli. Lepiej nie mogłoby być to zaplanowane.

Gdzie byłam, z czego korzystałam

Nocleg i jedzenie:

Hotel Radisson Blu

Atrakcje:

Park Linowy Tarzania

Muzeum Techniki i Komunikacji

Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie

Zabiegi w Baltica Wellness & SPA

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć tych opcjiHTML i narzędzi:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>